Minister Gowin uznał proces konsultacji społecznych w sprawie zmian w kwestii łatwiejszej dostępności do wykonywania niektórych zawodów za zakończony. Przypomniał, że pierwsze zmiany dotyczą tylko 49 zawodów i to tylko początek całego procesu. - Nasza determinacja w tym względzie jest niezmienna. Od początku o tym mówiliśmy. Gdybyśmy nie chcieli tego zmienić, w ogóle byśmy do tego tematu się nie zabierali. Wiemy, że da to nowe miejsca pracy, konkurencję cenową oraz lepszą jakość usług. - mówił kolejny raz do dziennikarzy minister sprawiedliwości. Na pytanie czemu w takim razie miały służyć konsultacje społeczne skoro zmiany i tak nastąpią minister wskazywał, że były one niezbędne bo dotyczyły procedur, które mają być zlikwidowane i pozostawienia niektórych elementów niezbędnych dla zachowania właściwego funkcjonowania danej profesji. W szczególności dotyczyły to zawodów związanych bezpośrednio z prawem lub koniecznością jego znajomości w wykonywaniu, jak np. przy zawodzie komornika. Teraz projekty zmian trafią do sejmu. Praca nad nimi w komisjach powinny potrwać do lata. - W lipcu, najpóźniej sierpniu powinniśmy pierwsze zmiany wprowadzić w życie. - zakończył minister Gowin.
Praca
Konsultacje zakończone. Deregulacja latem
Koniec strajku w Koninie
Zakończył się jeden z najdłuższych protestów pracowniczych ostatnich lat. Po sześciu tygodniach strajku oraz w ostatnich kilkunastu dniach także głodówce, dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie i pielęgniarki podpisały porozumienie w sprawie podwyżek. Pierwotne oczekiwania strajkujących sięgały podwyżki o 600 złotych miesięcznie. Potem postulaty zostały złagodzone do tej kwoty, ale rozłożonej na lata. Dyrekcja szpitala z kolei była gotowa przystać na kwotę 150 zł podwyżki. Ostatnie dni były bardzo gorące. W poszerzonym o marszałków województwa sztabie negocjacyjnym po ponad dziesięciu godzinach udało się jednak osiągnąć porozumienie. Od pierwszego kwietnia wynagrodzenia pracowników lecznicy wzrosną o 200 zł brutto i mogą też liczyć na jednorazową premię w wysokości 400 zł przed świętami Bożego Narodzenia. Realizacja postulatów płacowych kosztować będzie załogę współpracę we wprowadzeniu radykalnego programu oszczędnościowego. Obie strony za sukces uznają utrzymanie w okresie protestu pełnej dyspozycyjności placówki wobec pacjentów. Koniński protest trwał od 20 lutego. (mgi) foto. Waldemar Fiuk
Minister Gowin i PIS o deregulacji
- Dwa tygodnie temu przedstawiłem projekt ustawy deregulującej dostęp do 49 zawodów. Cieszy mnie, że w tak krótkim czasie zyskał on wstępną akceptację największej partii opozycyjnej. Jestem gotowy do spotkania ze wszystkimi klubami parlamentarnymi, po to by rozmawiać o deregulacji dostępu do zawodów – powiedział na spotkaniu z przedstawicielami klubu Prawo i Sprawiedliwości minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. W trakcie spotkania dyskutowano o przygotowanym w tym ministerstwie projekcie otwarcia dostępu do zawodów. Posłowie PiS przekazali ministrowi także listę 200 zawodów do deregulacji przygotowaną przez ich zespół. Tematem konsultacji były także m.in. ewentualne zmiany w Konstytucji dotyczące deregulacji, jak i powstanie nadzwyczajnej komisji w Sejmie, która miałaby pracować nad zmianami w tym zakresie. - Oba pomysły są godne uwagi, jednak ewentualne decyzje muszą zostać poprzedzone analizą. Moim zdaniem, także bez zmiany ustawy zasadniczej, można rozpocząć prace nad deregulacją – powiedział minister Gowin. – Liczę, że klub PiS aktywnie włączy się w merytoryczne prace nad naszymi projektami. Cieszę się, że nasze propozycje uzyskały wstępną akceptację PiS – dodał. Przypomnijmy, że minister Jarosław Gowin już 3 marca przedstawił przygotowany w resorcie projekt ustawy deregulującej pierwszą transzę 49 zawodów. Jednocześnie w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad projektem ustawy, który ułatwiłby dostęp do kolejnych 180 zawodów. - W sumie przygotowane przez nas ustawy deregulacyjne objęłyby około 230 zawodów, co stanowi ponad 60% wszystkich obecnie regulowanych w Polsce profesji – przypomniał Minister Jarosław Gowin. – Chciałbym, aby prace nad tymi projektami zakończyły się w Ministerstwie Sprawiedliwości do końca tego roku – dodał. (mgi)
Zawodowa rewolucja. Gowin weźmie ciosy na klatę
Zdecydowanie łatwiej będzie można zostać adwokatem, albo... taksówkarzem. Dotyczy to także jeszcze 47 innych zawodów, na które w Polsce trzeba mieć specjalne uprawnienia lub licencję. Dodajmy od razu, że 49 zawodów to dopiero początek według zapowiedzi ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. - To nie jest ta klasyfikacja, w której chcielibyśmy być liderami - mówił na konferencji prasowej minister w obecności premiera Donalda Tuska. Cyfry nie kłamią Polska zdecydowanie przoduje w Unii Europejskiej pod względem liczby zawodów, które aby można wykonywać trzeba mieć specjalne, obłożone wieloma przepisami uprawnienia. Ba, przoduje to mało powiedziane, wręcz "deklasuje" pozostałe nacje. U nas dotyczy to ponad 350 zawodów, na drugim miejscu są Czesi z liczbą ponad 240., a później cała reszta w przedziale między 100 a 200. Istotnie trudno zaprzeczyć, że zbiurokratyzowanie jest olbrzymie - Dlatego propozycja wyłączenia 49 zawodów jest dopiero pierwszym etapem. Chcemy odciążyć około 200 zawodów - mówi minister Gowin. Trzeba przyznać, że jak na polskie warunki jest to propozycja rewolucyjna. Wystarczy przypomnieć, z jakim sprzeciwem spotkała się próba ułatwienia dostępu do zawodu dla prawników, którą chciał wprowadzić minister Zbigniew Ziobro w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Teraz liczbę niechętnych jakichkolwiek zmianom trzeba będzie pomnożyć 49 razy. No, może nie do końca, bo po drugiej stronie pojawi się armia osób, dla których deregulacja będzie wielkim ułatwieniem w rywalizacji o miejsce pracy lub założenie własnej działalności. - Mając tak duże bezrobocie wśród młodych wykształconych ludzi, którzy nie dostają swojej zawodowej szansy nie możemy sobie pozwolić na blokowanie dostępu im do wymarzonej pracy. - przekonuje minister. Sprzeciw broniących się opiera się na tym, że wszystko co kojarzy się z ich z uzyskaniem prawa do wykonywania ich zawodu wiązało się z olbrzymimi nakładami czasu na naukę, z nakładami finansowymi i często latami wyrzeczeń i stresów. - Kto odda nam teraz zainwestowane pieniądze i czas? - to pytanie pada w wielu miejscach. Drugie dotyczy obaw o spadek jakości usług. - Powierzy pan swoje sprawy notariuszowi bez doświadczenia i egzaminów? System dostępu broni w pierwszej kolejności klientów, bo pozwala na to, żeby ich sprawami zajmowali się ludzie w pełni przygotowani i biorący odpowiedzialność - mówi prosząc o zachowanie anonimowości przedstawiciel jednej z katowickich kancelarii prawnych. Podobnie, stawiając głównie na jakość, wypowiadają się zarządcy nieruchomości i pośrednicy w obrocie nieruchomościami. Mocne uderzenie idzie w pełen zestaw zawodów potrzebnych w Powiatowych Urzędach Pracy. Na drugim biegunie znajdują się z uprawnieniami spawacze i taksówkarze. Ci pierwsi protestują mniej, bo można stwierdzić bardzo szybko kto i jak potrafi dobrze spawać. Zdecydowanie nieprzychylni pomysłowi są taksówkarze. Dość nieoczekiwanie w Warszawie otrzymali ważne wsparcie w postaci sprzeciwu prezydent miasta Hanny Gronkiewicz - Waltz, która nie wyobraża sobie sytuacji, że po mieści mogą pasażerów wozić ludzie, którzy nie przeszli weryfikacji i nie zdali egzaminów z topografii miasta. W sukurs ministrowi idzie premier. - Zawsze wszyscy mówią, że są za zmianami, gdy jednak okazuje się, że mogą dotknąć ich bezpośrednio wtedy rodzi się sprzeciw - i dodał – przypomnę, że kiedy proponowałem na to stanowisko Jarosława Gowina mówiłem, że szukam ludzi z pozytywną szajbą. Ten pomysł to jeden z przejawów takiego myślenia, jakiego oczekiwałem – zakończył premier. Pozytywnym skutkiem deregulacji ma być według wyliczeń specjalistów podjęcie pracy przez 50 do 100 tysięcy osób, szczególnie ludzi młodych, choć to nie wiek, jest przeszkodą w uzyskaniu niektórych obowiązujących do tej pory uprawnień.
Myli się jednak ten kto myśli, że zniesienie licencji i egzaminów w każdym przypadku oznacza całkowite zniesienie przygotowania do zawodu i wyklucza posiadanie odpowiedniego branżowego wykształcenia. Przykładowo w przypadku radcy prawnego po zmianach skrócone do 3 lat zostaną okresy stosowania prawa wymagane do dopuszczenia do egzaminu adwokackiego. Następuje likwidacja części testowej egzaminu adwokackiego. Ma zostać zniesiony obowiązek powołania zastępców członków komisji egzaminacyjnej. Natomiast gdy przejdziemy dajmy na to do sportu jak w przypadku aktualnego trenera pierwszej klasy mamy do czynienia z pełną rewolucją. Uchyla się stopnie trenerskie i wymagane do uzyskania ich kursy i staż pracy. Do pełnienia tego zawodu wystarczy pełnoletność, wykształcenie średnie i niekaralność za przestępstwa umyślne popełnione w związku ze współzawodnictwem organizowanym przez Polski Związek Sportowy oraz posiadanie wiedzy w zakresie działalności trenerskiej i do tego niesprawdzanej formalnie. Niewykluczone, że wiele z tych propozycji ulegnie pewnym przeobrażeniom.
mówił prezes PiS. Patrząc na determinację premiera i ministra sprawiedliwości należy założyć, że do deregulacji dojdzie. Jak głębokiej czas pokaże. Premier mówił niedawno „o braniu ciosów na klatę”, minister sprawiedliwości najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu. Źródło foto : http://www.jgowin.pl
Dariusz PrzybylskiBój o płacę minimalną
Z początkiem roku wzrosła płaca minimalna wzrosła o 114 złotych osiągając poziom 1500 zł brutto. Zmiany mechanizmu jej ustalania oraz znacznego podwyższenia chcą NSZZ Solidarność oraz SLD. Jedni i drudzy złożyli do sejmu wnioski o zmiany w ustawie. Oba zbieżne są w punkcie dotyczącym mechanizmu jej naliczania. Miałaby nie być przedmiotem corocznych debat komisji trójstronnej, ale podnoszona automatycznie stanowiąc poziom 50 procent średniej krajowej. Obecna wysokość to blisko 41 procent. W krajach Unii Europejskiej nie wszędzie funkcjonuje płaca minimalna. Nie ma jej na przykład w Niemczech. Tam gdzie jest, wartość połowy średniego wynagrodzenia przekraczała tylko w Grecji. Następna w kolejności jest Francja z pułapem 47,6 procent średniej krajowej. Związkowcy z „Solidarności” uzasadniając swój projekt wskazując na powiązanie z produktem krajowym brutto, twierdzą, że jest on sprawiedliwszy bowiem nie krzywdzi tych, którzy się przyczyniają do jego wzrostu w fundamentalny sposób. Ponadto jest to naturalne związanie. Produkt rośnie płaca też, maleje – to samo dzieje się z płacą. - Zyska na tym także budżet państwa bo wzrośnie podatek, składka rentowa i emerytalna. Ponadto doskonale wiadomo, że te środki szybko wrócą na rynek, bo z takich wynagrodzeń nie odkłada się zbyt wiele, a pokrywa bieżące wydatki – uzasadniał Piotr Duda, przewodniczący związku przedkładając obywatelski projekt podpisany przez ponad 300 tysięcy osób jeszcze w ubiegłym roku. Z kolei ekonomiści, w tym także związani z koalicją rządową oraz organizacjami pracodawców w olbrzymiej mierze wyrażający sprzeciw wobec pomysłu związkowców i lewicy wskazują automatycznie na przykład Grecji. Ale też i na cały zestaw pochodnych związanych z ustawową płacą minimalną w polskim prawie. Jest ich kilkanaście, zdecydowanie więcej niż w większości krajów Unii. Dodatkowe skutki ekonomiczne przy tych przepisach stanowią większą część obciążenia, jakie wynikałoby z samego wzrostu tej płacy. Według zaproponowanego wskaźnika byłaby ona obecnie 91 zł więcej i wynosiła 1591 zł. Można zaryzykować, że projekt nie zyska sejmowej większości. Niewykluczone, że strona rządowa i pracodawcy mogą chcieć o tym rozmawiać w zamian za rezygnację z innych zapisów ustawowych, które wiążą płacę minimalną z pozostałymi dodatkami. O ile łatwiejsze jest do przewidzenia zachowanie polityków lewicy w przypadku odrzucenia projektu to znacznie trudniejsze do określenia będzie stanowisko związku. Póki co oboje wnioskodawców zapowiedziało ewentualną współpracę na rzecz powodzenia pomysłu, jak też wariantów dotyczących zmiany wieku emerytalnego
Piotr Jabłkowski
Szykuje się nowy konflikt? Świadczenia pielęgniarskie zagrożone
Pojawiły się znaczące przesłanki do niepokoju związanego z ewentualnym pogorszeniem świadczeń medycznych ze strony pielęgniarek nie wynikających wcale z braku ich kompetencji, ale z zapowiadanych zmian ustawowych. Przewidywana nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych znacząco ograniczy autonomię podmiotów pielęgniarskich, sukcesywnie eliminując je z rynku, na czym ucierpi także interes pacjenta. Obecnie ustawa (art. 28) gwarantuje pacjentom prawo swobodnego wyboru lekarza, ale też o czym niewielu jeszcze wie, pielęgniarki, położnej wykonujących świadczenia zdrowotne w POZ - etach. Samodzielność pielęgniarek i położnych przejawia się w wielu zakresach nie tylko podczas choroby i rehabilitacji ale promocji i zachowania dobrego stanu zdrowia, zapobieganie zaburzeniom zdrowia. Są one niezależnymi praktykami odpowiedzialnymi za świadczoną opiekę, zarówno na rzecz indywidualnego pacjenta, jak i społeczności lokalnej, czyli tam, gdzie ludzie mieszkają lub uczą się.
Po wielu latach reformowania służby zdrowia i systemu opieki zdrowotnej, zdołano wypracować założenia, które eksponowano w ramach rozwoju instytucji medycyny rodzinnej. Wskazywano, że należałoby oprzeć podstawową opiekę zdrowotną na specjalistach w tym zakresie: lekarzach rodzinnych, pielęgniarkach rodzinnych, położnych rodzinnych, pielęgniarkach środowiska nauczania i wychowania. Tymczasem projekt nowelizacji ustawy zakłada odwrócenie całego procesu i ograniczenie możliwości swobodnego wyboru lekarza, pielęgniarki i położnej. Zmusi to pacjenta do korzystania ze wszystkich zakresów świadczeń w pakiecie u jednego świadczeniodawcy, najczęściej przychodni. Deklaracja wyboru jednego świadczeniodawcy automatycznie w uprzywilejowanej i dominującej pozycji stawia lekarza, a jednocześnie znacząco ogranicza autonomię podmiotów pielęgniarskich, sukcesywnie eliminując je z rynku. Proponowane zmiany będą miały wpływ na rynek pracy, konkurencyjność i przedsiębiorczość. Zdaniem Elżbiety Buczkowskiej, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych: - Twierdzenie przez ministra zdrowia, że regulacja ta poprawi funkcjonowanie systemu jest błędne, a negatywny wpływ na zdrowie pacjentów poprzez ograniczanie świadczeń pielęgniarskich na rzecz ubezpieczonych w miejscu ich zamieszkania obniży jakość i zakres tych usług. Czarę goryczy przelewa iluzoryczny charakter autonomii wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej w ochronie zdrowia poprzez tworzenie prawa ograniczającego podejmowanie decyzji i orzekania o zakresie i rodzaju świadczeń opiekuńczo - pielęgnacyjnych wobec pacjentów, a nie wyłącznie realizowania zleceń leczniczych lekarza poz. Nierzadko część lekarzy POZ - ów pomniejsza rolę i znaczenie pielęgniarek i położnych w tym obszarze. Jak twierdzą same zainteresowane brak rzeczywistego i racjonalnego dialogu pomiędzy lekarzami a pielęgniarkami czy położnymi wynika z braku akceptacji partnerstwa ze strony lekarzy i przekonania, że tylko oni mają prawo ustalania reguły podziału środków, a co za tym idzie, narzucania kryteriów merytorycznych dla innych zawodów. Obietnice przedwyborcze często decydowały o kształcie reform z silnymi partnerami społecznymi, graczami na rynku usług. Jak pokazuje historia nie zawsze zbieżnymi z interesem pacjentów. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych zgłaszała wiele uwag, apelowała do Ministerstwa Zdrowia o wprowadzenie standaryzacji świadczeń medycznych, zachowanie prawa wyboru świadczeniodawcy przez pacjenta, odpowiednio lekarza, pielęgniarkę, położną, rozdzielność deklaracji wyboru świadczeniodawcy, wskaźników jakości tej opieki, dostępności do świadczeń pielęgniarskich i położniczych. - Powyższe miało przyczynić się do efektywności i wzrostu zaufania pacjentów do wszystkich profesjonalistów w podstawowej opiece zdrowotnej, a w konsekwencji do poprawy zdrowia całego społeczeństwa oraz potanienia kosztów hospitalizacji – mówi Emilia Kin, przewodnicząca Komisji ds. kontraktowania świadczeń zdrowotnych. Nowelizacja Ustawy bardzo to komplikuje. W obecnej sytuacji finansów służby zdrowia generowanie potencjalnych konfliktów poprzez sugerowane zmiany wydaje się bardzo nie na miejscu.
Więcej artykułów…
Strona 1 z 3



